TVN24, Fakty TVN, TVP Info, RMF, PAP i kilkanaście innych redakcji zamieściło informację o pierwszym GROM CHALLENGE, który w sobotę, 19 października przeprowadzono na dawnym poligonie GROM-u w Czerwonym Borze. Jako odpowiedzialny za promocję imprezy i kontakty z mediami, mogę stwierdzić, że nie spodziewałem się tak dużego zainteresowania.


CZERWONY BÓR (PAP) CZERWONY BÓR/ PIERWSZE ZAWODY GROM CHALLANGE


Depesza Polskiej Agencji Prasowej:
Prawie dwie godziny zajęło najlepszym pokonanie około 20-kilometrowej trasy ekstremalnego biegu Grom Challange, który w sobotę w Czerwonym Borze (Podlaskie) zorganizowali byli żołnierze elitarnej jednostki GROM. Taki bieg odbył się w Polsce po raz pierwszy. Byli komandosi przyglądają się umiejętnościom uczestników. Najlepsi mają szansę dostać propozycje wstąpienia do jednostki specjalnej. „Najważniejsza jest praca zespołowa. To ona liczy się w siłach specjalnych, a nie indywidualność. I o to nam tutaj chodzi” – mówił do uczestników sędzia główny zawodów Witold Łabajczyk. Startowało 11 dwuosobowych drużyn, m.in. żołnierzy, strażaków, ochroniarzy. Bieg rozegrano na dawnym poligonie wojskowym w Czerwonym Borze, na którym ćwiczyła też jednostka GROM. Działa tu ośrodek szkoleniowy prowadzony przez byłych żołnierzy GROM pracujących w firmie GROM Group. Zawody rozgrywano przy pięknej, jesiennej pogodzie. Uczestnicy musieli pokonać tor przeszkód, przebiec przez leśne tereny na pofałdowanym terenie, przeprawić się przez bagno, poradzić sobie na podbiegach i zbiegach w żwirowni. Mieli też na trasie wypełnić określone zadanie; wszystko z plecakami, z racjami wody i napojów izotonicznych. Najlepsi okazali się żołnierze 12. Brygady Zmechanizowanej w Szczecinie: Rafał Wójcik i Wojciech Bobrowski; ich czas – jedna godzina, 57 minut i 19 sekund. Przed biegiem mówili PAP, że „szanują każdy sport”, uprawiają wielobój, dlatego z respektem podchodzą do biegu. Rafał Wójcik to utytułowany biegacz, olimpijczyk. Jak mówił, trasa biegu była bardzo urozmaicona i wymagająca. Spodziewali się jednak, że poza torem przeszkód na trasie będzie więcej zadań i trudności. Po biegu nawet nie wyglądali na zmęczonych. „Lekko nie było” – powiedział jednak PAP Wojciech Bobrowski, który podczas biegu dostał zadanie przetransportowania rannego. Przez około stumetrowy odcinek niósł pod górkę swojego kolegę z teamu Rafała Wójcika. Na dodatek wypadła im butelka z plecaka, którą musieli podnieść. Żartował, że przy tym doświadczenia pomocne były ćwiczenia w siłowni. Umiejętności chciały także sprawdzić dwie kobiety, m.in. 18-letnia harcerka Natalia Rudnik ze 125. Warszawskiej Drużyny Wędrowniczej z grupy ratownictwa ogólnego i medycznego. Jak powiedziała, z wojskiem wiąże swoją przyszłość; to jej pasja i udział w takim biegu to okazja do sprawdzenia swoich możliwości. Nie przygotowywała się do niego w specjalny sposób, bo o możliwości startu dowiedziała się dwa dni temu. „Może się sprawdzę, może przeżyję” – mówiła. Swoje możliwości sprawdzał też Kamil Bartoszewicz. W przyszłym roku przymierza się do startu w triathlonie. W podobnych zawodach brał udział wiele razy. Pływanie, trening wydolnościowy, bieganie, nurkowanie, skoki spadochronowe, to go interesuje. Na co dzień jest handlowcem. „Cały tydzień w samochodzie, więc to bieganie to urozmaicenie. Cały czas trzeba ćwiczyć” – mówi. Zosia z Warszawy biegła z mężem Pawłem. „Dawaj, dawaj, nie zatrzymuj się, dajesz radę” – słyszała słowa dopingu, gdy wisiała na linie nad rowem z wodą. Miała trudność z pokonaniem tej przeszkody. Nie dała rady, wpadła do wody. Ponieważ w ocenie bardzo liczyła się współpraca w parze i wzajemna pomoc, mąż pokonał przeszkodę za nią i mogli kontynuować bieg. Dlaczego bierze udział w takich zawodach? To taka „wymagająca pasja”, to „antidotum na napompowane, miejskie życie, kontakt z fizyczną rzeczywistością, której na co dzień brakuje” – powiedziała.
Wielu uczestników czuło respekt przed „kretem”, czyli czołganiem się w wąskim tunelu pod ziemią, pokonaniem tunelu ze ściśle przylegających do siebie opon oraz wejściem pod ziemią do piramidy z różnej wielkości opon. Czołganie jak najbliżej ziemi, slalomy, podbiegi, pokonywanie przeszkód – płotków, rowu z wodą – traktowali normalnie, jednak po głośnych oddechach słuchać było, ile wysiłku kosztuje pokonanie tych przeszkód i jakiej kondycji wymaga.
Na trasie trzeba było m.in. pokonać bagno; brązowa woda zakrywała uczestnikom całe uda. Trudno było wyczuć dno. Wchodząc do wody, twardziele nie narzekali, że zimna. Po wyjściu musieli jeszcze pokonać grzęzawiska na łące. Tam nie dało się biec, trzeba było iść i pilnować, by nie pogubić się na trasie. Liczył się czas, ale za niewłaściwe wykonanie zadań były punkty karne, czyli doliczone dodatkowe minuty. „Powoli, nie spiesz się, dokładnie, idziesz, dajesz radę” – wspierali się i mobilizowali do walki, gdy trzeba było przejść po drewnianej, śliskiej po porannym mrozie, kłodzie. Trzeba było jeszcze pamiętać o tym, że nie wolno zgubić czapki uczestnika. „Dajesz, dajesz, po bucie lina, nie po nodze. Radek spokojnie. Ręka za taśmę, dobrze jest” – słuchać było rady jednego z uczestników.
Czy ktoś z uczestników biegu zostanie zauważony i otrzyma propozycje wstąpienia do GROM – nie wiadomo. „Przyglądamy się nie tylko temu biegowi, ale również Związkowi Harcerstwa Polskiego, organizacjom strzeleckim, bo także spośród nich mamy u nas żołnierzy” – powiedział dowódca GROM płk Piotr Gąstał. Dodał, że jest szansa, że komuś z najlepszych uczestników biegu GROM zaproponuje udział w prawdziwej selekcji do jednostki. Żeby dostać się do GROM, trzeba chcieć, powiedział. „Trzeba być otwartym, innowacyjnym. Nie wystarczy siła fizyczna, trzeba mieć naprawdę otwarta głowę” – podkreślił i dodał, że GROM szuka obecnie operatorów zespołów bojowych.
Jednostki wojskowe niechętnie pozbywają się swoich najlepszych żołnierzy, zauważył płk Gąstał, a do GROM trafiają najlepsi – po ciężkiej i trudnej selekcji przeprowadzanej w skrajnie niekorzystnych, ekstremalnych warunkach. Dla wielu uczestnicy biegu bycie w GROM to prestiż, honor; ta jednostka to ich marzenie. Kilku powątpiewało, czy z racji swojego wieku mieliby jeszcze szanse, ale powtarzali: „i tak będą robić swoje”.
Izabela Próchnicka (PAP)

FAKTY TVN o GROM CHALLENGE