Lubliniecki Szlem tworzą trzy legendarne imprezy: Bieg o Nóż Komandosa, Bieg Katorżnika i Maraton Komandosa. Dziś przeprowadzono tę pierwszą imprezę. Przeczytajcie informację red. Katarzyny Lechowicz z Polskiej Agencji Prasowej o tegorocznej imprezie oraz mój reportaż sprzed dekady.


2014-10-03 06:48 Warszawa (PAP)

Ponad 700 przedstawicieli służb mundurowych – m.in. wojska, policji i straży pożarnej – rywalizować będzie w piątek w 18. Biegu o Nóż Komandosa, uchodzącym za jedną z najtrudniejszych imprez przełajowych. Po raz pierwszy startować będą weterani ranni w misjach.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Bieg o Nóż Komandosa, 2004 r. Nagroda główna to bojowy nóź komandosa.

Uczestnicy tego nietypowego biegu muszą pokonać trasę w pełnym umundurowaniu – polowym lub ćwiczebnym, koniecznie w butach o wojskowym kroju z minimum osiemnastocentymetrową cholewką.

„W tym roku mamy rekordową liczbę ponad 700 osób. Dotychczas nie mieliśmy limitu startujących, ale zastanawiamy się, czy w przyszłym roku nie będziemy zmuszeni go wprowadzić” – powiedział PAP wiceprezes Wojskowego Klubu Biegacza „Meta” w Lublińcu Zbigniew Rosiński.

Jak podkreślił, w tegorocznej edycji po raz pierwszy startować będą żołnierze weterani misji poszkodowani poza granicami kraju. Wśród uczestników będzie także jedna osoba niewidoma.

Mężczyźni pobiegną na dystansie 10 km, kobiety na trasie o połowę krótszej – 5 km. Wszyscy startują w kategorii „open” – bez podziału na wiek.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Bieg o Nóż Komandosa, 2004 r. Przygotowania do startu.

„Trasa początkowo wiedzie po leśnych drogach i duktach gdzie stawka biegaczy się rozciąga. Potem w trudnym terenie już w mniejszych grupkach lub pojedynczo następuje ostateczna weryfikacja kondycji i możliwości. Kobiety mają do pokonania te ostatnie, najcięższe kilometry” – wyjaśnia wiceprezes „Mety”.

Imprezie rozgrywanej w Lublińcu towarzyszy festyn i biegi dla dzieci. „+Bieg o Nóż Komandosa+ to doskonała promocja wojska i możliwość integracji służb mundurowych” – ocenia Rosiński.

Pierwsza edycja imprezy odbyła się w 1997 r., ukończyły ją wtedy 52 osoby. W ubiegłorocznej edycji bieg ukończyło 791 osób, z czego część pokonała trasę 10 km w bazie w Afganistanie. Bieg nosi obecnie imię gen. Włodzimierza Potasińskiego – Dowódcy Wojsk Specjalnych, który zginął w katastrofie smoleńskiej.
(PAP) ktl/

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Bieg o Nóż Komandosa, 2004 r. Trudno wyjaśnić na czym polega fenomen biegów organizowanych przez WKB „Meta”. Na każdym z nich meldują się setki zawodników.

Tygodnik Polska Zbrojna, październik 2004 r.
62 kilo medali


Tradycyjnie, na początku października biegacze zjeżdżają się do Lublińca. – W przeddzień zawodów nocowało u nas 300 ludzi. Mieliśmy pełne hotele i halę sportową. Mamy tu zjazdy stowarzyszenia rybaków czy posadzkarzy polskich. Ale to nic w porównaniu z „Nożem” – mówi Jerzy Budniak, szef ośrodka wypoczynkowego „Silesiana” w Kokotku, niedaleko Lublińca gdzie przeprowadzono „Bieg o Nóż Komandosa”.

2 października 2004 r. do Lublińca przyjechało 716 mężczyzn i 126 kobiet. Leśnicy, funkcjonariusze straży więziennej, strażacy, policjanci, strażnicy graniczni i cywile startowali w Mistrzostwach Wojska w Biegach Przełajowych i Mistrzostwach Polski Służb Mundurowych.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Bieg o Nóż Komandosa, 2004 r. Medal dla każdego, kto dobiegł na metę. W tamtych czasach lublinieccy komandosi nosili bordowe berety.

– Przed 8 laty zaczynaliśmy od biegu organizowanego w jednostce. A w zeszłym roku nasz „Nóż” był największym przełajowym i 6 – jeśli chodzi o wielkość – biegiem masowym w kraju – nie kryje dumy ppłk Wojciech Jania, dowódca 1. pułku specjalnego komandosów w Lublińcu. – Biegi w oczywisty sposób podnoszą kondycję żołnierzy, do tego promują wojsko. Wiele jednostek organizuje takie imprezy. Ale w lubliniecką włączyła się administracja samorządowa i wojewódzka – dodaje ppłk Wiesław Plezia z Oddziału Wychowania Fizycznego i Sportu Sztabu Generalnego WP.

Maratończycy chwalą sobie lubliniecką imprezę. Już trzy razy została ona wyróżniona tytułem „Złoty Bieg”. – Trasa była bardzo dobrze oznaczona. Zaliczyłem sporo biegów, ale nie spodziewałem się takiego tłumu – przekonuje Tadeusz Sambak, biegacz-amator z Brzeszcz, który w ubiegłym roku startował w maratonie w Chicago.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Bieg o Nóż Komandosa, 2004 r. Certyfikat ukończenia biegu.

Przełaje przygotowało 6 członków Wojskowego Klubu Biegacza „Meta”. – Ale przy samej imprezie zaangażowaliśmy 200 ludzi – przekonuje Zbigniew Rosiński, prezes „Mety”.

Z założenia żaden z zawodników kończących bieg nie wyjeżdża z Lublińca z pustymi rękoma. – Na mecie każdy dostaje pamiątkowy medal, koszulkę i certyfikat – kontynuuje prezes.

W tym roku rozdano 62 kg medali, 1000 koszulek, tyle samo paczek wojskowych sucharów, 1500 cukierków „krówek komandosa”, 1500 butelek wody, 2 tys. jogurtów, 2,5 tys. porcji grochówki, Każda kobieta otrzymała cyprysa w doniczce i zestaw kosmetyków. Co rzadkie, uczestnicy nie płacą „startowego”. Wszystko jest za darmo.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Bieg o Nóż Komandosa, 2004 r. Na biegaczy czekały 62 kilogramy medali.

Wśród kilkudziesięciu kategorii w jakich klasyfikowano uczestników, były także wybory najśliczniejszych biegaczek. – Przy tej konkurencji jurorzy omal sobie gardeł nie poprzegryzali – tłumaczy prowadzący imprezę aktor Stanisław Jaskółka.

– Pułk będzie też organizował nową imprezę. To bieg maratoński w umundurowaniu i z zasobnikiem o wadze 10 kg. Czegoś takiego jeszcze nikt nie organizował – zapowiada ppłk Plezia. Docelowo ma to być impreza międzynarodowa, więc zawodnicy będą startować bez broni. Bo jej przewóz prze granicę jest skomplikowany. – Chcemy nawiązać do historii. Przecież Grek, który przybiegł ogłosić zwycięstwo pod Maratonem biegł w zbroi i z mieczem – kończy ppłk Jania, zapraszając na pierwszą edycję, zaplanowaną już w listopadzie.

Fot. Jarosław Rybak

Więcej informacji o Wojskowym Klubie Biegacza „Meta” można znaleźć w ebooku LUBLINIEC.PL Cicho i skutecznie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Bieg o Nóż Komandosa, 2004 r. Tak cieszyli się zwycięzcy kategorii „najlepszy zespół służb mundurowych”: reprezentacja 10. Brygady Kawalerii Pancernej ze Świętoszowa.